×
Czy warto ubezpieczyć dziecko w szkole?

Czy warto ubezpieczyć dziecko w szkole?

Mama i syn

"Czy warto ubezpieczać dziecko w szkole?" to temat, który na początku września zadaje sobie wielu rodziców, co przyznam, że ogromnie mnie dziwi. 
Ludzie ubezpieczają majątki, domy, samochody i to w znacznie wyższych kwotach, a zastanawiają się i niejednokrotnie rezygnują z ubezpieczenia dziecka w szkole czy przedszkolu. Nie wiem z czego to wynika, ale wiem, że dzieci warto, a nawet trzeba ubezpieczać.

Ubezpieczenie dziecka w przedszkolu czy szkole nie jest obowiązkowe, a o tym, czy uczeń zostanie ubezpieczony, decydują jego rodzice. Składka zazwyczaj wynosi około 50 zł rocznie, co w przeliczeniu na jeden dzień daje zaledwie 0,14 zł. Bez względu na to, w ilu procentach zostanie oszacowany uszczerbek na zdrowiu, jestem pewna, że odszkodowanie będzie wyższe niż wpłacona składka. A przy nowoczesnym ubezpieczeniu nie trzeba się nawet zastanawiać, jak lekarz oceni uszczerbek, ponieważ już podczas zawierania ubezpieczenia podane są konkretne kwoty za zdarzenia powstałe w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Nowoczesna forma odszkodowania wydaje się nie tylko ciekawa, ale przede wszystkim "jasna" dla osoby, która się ubezpiecza. Nie ma już wątpliwości, w jakiej kwocie zostanie wypłacone odszkodowania za złamanie, zwichnięcie czy skręcenie. Lekarz nie musi ustalać, w jakim procencie doznano uszczerbku na zdrowiu, bo bez względu na to, czy złamana zostanie noga, ręka czy mały palec kwota będzie taka sama - zawsze 900 zł, a decydując się na roczną składkę w kwocie 75 zł, ta sama kwota (900 zł) zostanie wypłacona również w przypadku skręcenia czy zwichnięcia. Istotne znaczenie ma również termin wypłaty odszkodowania. Korzystając z takiego ubezpieczenia, można się spodziewać pieniędzy od razu po zdarzeniu, a nie wyleczeniu. Ubezpieczenie z pewnymi kwotami za konkretny uszczerbek na zdrowiu można wykupić indywidualnie, samemu wybierając jego zakres i roczną składkę.

Ubezpieczamy się, ponieważ ubezpieczenia są ważne, potrzebne i świadczą o naszej odpowiedzialności. Do tej pory ubezpieczaliśmy Julcia w przedszkolu, ubezpieczamy samochody, mieszkanie, życie i wykupujemy polisy przed podróżą. We wrześniu ubezpieczymy synka w szkole, mając nadzieję, że nie będzie powodu do wypłaty odszkodowania, choć i w tym już jesteśmy doświadczeni.
Kiedy Julcio miał niespełna cztery latka, złamał obojczyk. Przewrócił się w domu, na podłodze. Upadek wydawał się niegroźny, a skutkował złamaniem. Całe szczęście leczenie opierało się tylko na unieruchomieniu obojczyka i ograniczeniu poruszania rączką, nie było nawet potrzeby zakładania gipsu. Julcio po trzech tygodniach wrócił zdrowy do przedszkola, a wypłata z odszkodowania trafiła do jego skarbonki. 
Wiem jednak, że są sytuacje, kiedy nieszczęśliwy wypadek skutkuje poważniejszymi urazami i  leczenie czy rehabilitacja wiążą się z ogromnymi kwotami. Wtedy doceniamy ubezpieczenia, które przynajmniej częściowo pokrywają koszty związane z powrotem do zdrowia.

Nie ubezpieczamy się po to, żeby "wyciągać" pieniądze od ubezpieczyciela. Ubezpieczamy się po to, aby w razie nieszczęśliwego wypadku łatwiej było pokryć koszty związane z powrotem do zdrowia.
Nikt nie planuje nieszczęśliwszego wypadku i każdy z nas chciałby, żeby nigdy nie dochodziło do sytuacji, w których będziemy korzystać z ubezpieczenia. Jeśli jednak coś takiego się wydarzy, to nie każdego będzie stać na leczenie czy rehabilitację dziecka. I w takich sytuacjach okazuje się, że wydane na początku roku szkolnego 40 czy 50 złotych jest niczym w porównaniu do tego, ile trzeba zapłacić za leczenie czy rehabilitację. 


7
Copyright © 2016 Dziecięce Inspiracje , Blogger