×

Nasz zimowy weekend w Tatrach


Pierwszy weekend ferii zimowych spędziliśmy w niezwykle pięknym Kościelisku, nieopodal Zakopanego. Pomimo tego, że nie lubimy tłumów i chętniej wyjeżdżamy w spokojniejsze miejsca, tym razem zdecydowaliśmy się odwiedzić zimową stolicę Polski, która z pewnością oferuje więcej atrakcji dla dzieci.
Najbardziej zależało nam na tym, żeby spędzić wspólnie czas, bez pośpiechu, bez stresu i codziennych obowiązków. Mimo, że nie jeździmy na nartach, to wcale nie zamierzaliśmy spędzać czasu spacerując po Krupówkach :)


Uwielbiam góry i bardzo mi zależało, aby pokazać je Julciowi. Nie planowaliśmy zdobywać szczytów czy wędrować trudnymi, górskimi szklakami, ale postanowiliśmy wybrać się na spacer przepiękną Doliną Kościeliska. Dziś, po powrocie do domu, właśnie tę wędrówkę wspominamy najmilej. Zachwycaliśmy się cudownymi widokami wędrując wzdłuż potoku, Juluś zbierał kamyki, skakał w śniegu i zaglądał do jaskiń. Doszliśmy do samego schroniska na Hali Ornak, a później tą samą drogą wróciliśmy. Przeszliśmy łącznie około 11 km, z czego część Julcio przejechał na saneczkach. 
Relację z naszej wędrówki i dużo zdjęć możecie zobaczyć TUTAJ


Chyba wszystkie dzieci uwielbiają najróżniejsze zamki i labirynty, dlatego nie mogliśmy ominąć jednej z największych zimowych atrakcji Zakopanego – Snowlandii. Przyznam, że sam Zamek Tatrzański nie zrobił na mnie zbyt dużego wrażenia, za to Labirynt Śnieżny już tak. Julek był zachwycony jednym i drugim. Z zaciekawieniem dotykał lodowych ścian i radośnie biegał alejkami labiryntu, podczas gdy my szukaliśmy wyjścia :)

Podczas wyjazdu odwiedziliśmy też Gubałówkę. Wjazd kolejką na samą górę, był dla Julcia czymś zupełnie nowym i zaskakującym. Widok ze szczytu zapierał dech w piersiach i dla niego warto był wjechać na szczyt.

Pozostała część Gubałówki, te wszystkie kramy z chińskimi zabawkami, samochody spychające turystów na śnieg i kiczowata muzyka w tle, sprawiały, że bardziej czułam się jak na odpuście, niż w Tatrach. 

Oczywiście przeszliśmy też Krupówkami, byliśmy pod Wielką Krokwią i odwiedziliśmy bardzo przyjemne, klimatyczne góralskie karczmy. A po powrocie do Kościeliska czekały na nas kolejne atrakcje :)


Gdzie sie zatrzymamy? Najważniejsze pytanie przed każdym wyjazdem z dzieckiem :)

Kiedy jeszcze nie było Julcia na świecie, nie zwracaliśmy szczególnej uwagi na obiekt, w którym się zatrzymujemy. Najważniejsze, żeby było ciepło i czysto. Bardzo często też zabieraliśmy namiot i rozbijaliśmy, gdzie tylko mięliśmy ochotę. 
Teraz jest zdecydowanie inaczej. 
Przed planowanym wyjazdem szukamy pensjonatów czy hoteli przygotowanych na przyjazd rodzin z dziećmi. I nie chodzi tylko o pokoje typowo rodzinne, ale też  o bawialnie, place zabaw czy zajęcia oferowane dzieciom, bo to właśnie dla maluchów jest najważniejsze :)

Zameldowaliśmy się w Pensjonacie Reymontówka w Kościelisku, spokojnej i cichej miejscowości oddalonej od Zakopanego zaledwie 5 km.
Już w chwili przekroczenia progu Pensjonatu widać, że dzieci odgrywają w nim bardzo ważną rolę. Obok klasycznej recepcji jest też "Mini Recepcja", z przygotowaną książką, do której mogą się wpisać najmłodsi goście. 


Urządzone w tradycyjnym stylu pokoje są nie tylko ładne i praktyczne, ale też wyposażone w akcesoria niezbędne dla dzieci. Pensjonat przygotował dla gości: łóżeczka turystyczne z pościelą antyalergiczną, nocniki, podesty łazienkowe, wanienki, a nawet nianie elektroniczne, podgrzewacze i nawilżacze powietrza. Pomyślcie jaka to oszczędność miejsca w samochodzie :)
Zamieszkaliśmy w pokoju rodzinnym, podzielonym na sypialnię i pokój dzienny z rozkładaną kanapą. Kiedy Julcio szedł spać, my jeszcze mogliśmy posiedzieć razem, napić się herbaty, porozmawiać, obejrzeć film i zwyczajnie odpocząć. 
Ponieważ nasz pokój usytuowany był na czwartym piętrze Reymontówki, każde wejście na górę zapewniało nam odpowiednią porcję ruchu :) A widok z okien zachwycał, przyciągając jak magnes, nawet czterolatka :)


Śniadanie w formie bufetu umożliwia nam skomponowanie posiłku nawet dla bardzo wybrednego niejadka. Znajdziemy tu świeże, pachnące pieczywo, płatki do mleka, wędliny, sery, warzywa, ciepłą jejecznicę albo kiełbaski na gorąco. Do tego aromatyczna kawa, ciepłe kakao i duży wybór herbat smakowych :)
Kuchnia serwuje nam też pyszne, prawdziwie domowe obiadokolacje, przygotowane z warzyw pozyskanych od lokalnych rolników i zawsze świeżych mięs. 
Restauracja wyposażona jest w krzesełka do karmienia, plastikowe naczynia, sztućce i śliniaki, co znów tylko świadczy o tym, że właściciele Reymontówki myślą o najmłodszych i starają się uprzyjemnić pobyt rodzicom.


Dla Julcia najważniejszym miejscem w Pensjonacie była bawialnia. Pomimo tego, że nie jest duża, to jest w niej wszystko, co zainteresuje maluchy. Duże miękkie klocki, pudełka z zabawkami, stolik do rysowania, tablica kredowa, a na korytarzu jeszcze jedna atrakcja - konsola do gier X-Box z dużym 
telewizorem.

W okresie ferii zimowych, wakacji czy długich weekendów w Reymontówce odbywają się bardzo fajne, różnorodne animacje przygotowane nie tylko dla dzieci.
Podczas weekendowego pobytu udało nam się wziąć udział w kilku z nich i jesteśmy pod ogromnym wrażeniem.
Uczestniczyliśmy w niezwykle interesującym spotkaniu z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego. Poznaliśmy ciekawostki związane z roślinami i zwierzętami żyjacymi w Tatrach, z lawinami, halnym czy wypasem owiec. Do tego dużo zdjęć i filmików. Nie wiem kto był bardziej zainteresowany, Julek czy my :)

Zajęcia plastyczne to zdecydowanie jedna z ciekawszych animacji dla najmłodszych.
Rodzice spokojnie mogą odpoczywać w pokoju, wypić kawę, poczytać książkę,  podczas gdy dzieci mają ręce pełne roboty. Dosłownie :)
Julek robił wulkan. Samodzielnie - od samego początku do końca. Dzieci zaczęły prace od wsypania i mieszania składników na masę solną, następnie lepiły i malowały swoje wulkany, a na końcu tworzyły prawdziwe wybuchy spływającej lawy. Masa frajdy, masa zabawy i nowych doświadczeń. A w nagrodę oprócz satysfakcji i radości - dyplom dla każdego twórcy wulkanu :)

W sobotni wieczór wszyscy mali goście Pensjonatu (choć i nie brakowało tych starszych) spotkali się na seansie filmowym :) Korytarz na parterze zamienił się w prawdziwą salę kinową, wypełnioną śmiejącymi się, podśpiewującymi i zajadającymi popcorn widzami. Julek jak tylko wrócił do pokoju, to już do końca wieczora zasypywał nas opowieściami o Trollach :)

Nie czuliśmy się jak w klasycznym obiekcie noclegowym. Tutaj dzieci wesoło biegają w ciapach po wszystkich piętrach, odwiedzają Panie w recepcji, grają na konsoli na korytarzu i cały czas doskonale się bawią. Tu nawiązują się dziecięce znajomości, a maluszki nabywają nowych umiejętności i doświadczeń. 

Ponieważ przyjechaliśmy do Kościeliska zimą, nie mieliśmy okazji skorzystać ze wszystkich ogrodowych atrakcji przygotowanych dla dzieci. A jest tu plac drewniany plac zabaw, trampolina, boisko do siatkówki i piłki nożnej, mini golf i dart. Można też pożyczyć wózki dziecięce, nosidełka, rowerki, narty i sanki - z tych, akurat i my skorzystaliśmy. 
A rodzice mogą się zrelaksować w jacuzzi Sakramencko Bystre Bajoro i saunie Pierońsko Gorąca Izba.

Kiedy następnym razem będziemy wybierać się w Tatry, zdecydowanie odwiedzimy Kościelisko i Pensjonat, w którym poczuliśmy się jak w domu :) Myślimy o powrocie do Reymontówki wiosną, kiedy łąki zasypane są maleńkimi krokusami albo jesienią kiedy wszystko wokół się złoci.





























2 komentarze:

  1. HEh :) wspominam Reymontówkę z niezwykłym sentymentem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe miejsce i super, że całoroczne!Niestety nadal brakuje hoteli i pensjonatow przygotowanych dla rodzin z dziecmi.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dziecięce Inspiracje , Blogger