×

Lipiec w lesie, czyli nasze 5-gwiazdkowe wakacje :)


Każdego roku przed wyjazdem na wakacje spotykam się z zaskoczeniem wielu osób i pytaniami Jedziecie z dzieckiem do lasu?Jak to? Nasi najbliżsi doskonale wiedzą, że każdy lipiec spędzamy nad morzem, w środku lasu w Krynicy Morskiej i już ich to nie dziwi :) 

Pierwszy raz na obóz harcerski do Krynicy pojechałam w 1998 roku i od tamtej pory w każde wakacje wracam do tamtejszego lasu. Kiedyś byłam uczestniczką, teraz już organizujemy obozy. Bez przerwy jeździmy do tego samego miasteczka, tego samego lasu, na tą samą polankę. Uwielbiam to miejsce i mam do niego ogromny sentyment :)

Pierwsza wątpliwość czy znów jechać pojawiła się w 2012 roku, kiedy byłam w ciąży. Ale zdecydowałam się, pojechałam z dodatkowymi walizkami - wyprawką dla noworodka i moją do szpitala - na szczęście nie były potrzebne. Spędziliśmy wspaniały czas nad morzem, a Julcio spokojnie poczekał z wyjściem do października. Na swój pierwszy obóz harcerski pojechał mając 9 miesięcy. Ma za sobą już cztery takie obozy, a za kilka dni rozpoczynamy kolejny i z pewnością nie ostatni :)

Odkąd mamy Julcia nasz wypoczynek w lesie wygląda troszkę inaczej niż kiedyś. Dla nas to przede wszystkim wspaniały, rodzinny czas. To odpoczynek, beztroska, zabawa i jeszcze więcej miłości. Nasze obozy to nie bieganie w mundurze po lesie, ale wesołe, kreatywne zajęcia, zabawy na plaży, spacery po krynickim deptaku, romantyczne zachody słońca i bycie razem :) Również bardzo aktywnie uczestniczymy w życiu obozowym. Julek uwielbia takie wakacje. Od kilku miesięcy codziennie słyszymy: Kiedy pojedziemy na obóz? Kiedy będzie lipiec? 

Dlaczego obozy są tak fajne i dlaczego warto jeździć nawet z maleńkim dzieckiem?

Kuracja lepsza niż w uzdrowisku
Mieszkamy w lesie na terenie Parku Krajobrazowego Mierzei Wiślanej - z dala od tłumów i z dala od ulicy. Oddychamy czyściutkim, świeżym powietrzem i dotleniamy organizmy w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Poza tym, przez trzy tygodnie nad morzem nawdychamy się jodu za wszystkie czasy :) Do morza mamy około 200 metrów, kiedy rano jeszcze leżymy w łóżku to słyszymy szum fal. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że dużo jodu jest też w naszym lesie! Poza jodem nadmorski klimat uzupełnia nasze organizmy w magnez, wapń i brom.
Korzystamy też morskiej bryzy. Drobinki wody dostające się do powietrza podczas uderzania fal o brzeg doskonale nawilżają płuca i oskrzela, ułatwiają oddychanie i są świetnym lekarstwem dla alergików.


Odpoczynek od codziennych obowiązków
Takie wakacje szczególnie docenią Mamy :) Przez trzy tygodnie jestem zwolniona  z gotowania, sprzątania, prania i prasowania. Jedyne o co muszę zadbać, to nasza sześciometrowa przyczepa. Julcio jest jeszcze mały, a pogoda nad polskim morzem bywa różna, dlatego jeszcze zamieniamy namiot na przyczepę kempingową. Pomimo tego, że tylko w niej śpimy, to w razie ulewy i burzy jest niezastąpionym schronieniem. Posprzątanie takiej przyczepki zajmuje mi 10-15 minut, a nie kilka godzin jak mieszkanie ;) Oszczędzam czas i energię, które nareszcie mogę przeznaczyć dla najbliższych :)

Cały dzień na dworze
Julcio jak tylko się budzi (zazwyczaj około godziny 7) wychodzi z przyczepy i wraca do niej dopiero wieczorem, kiedy mamy iść spać. Przez cały dzień jest na dworze. Bawi się z innymi dziećmi (a ma kilku kolegów, którzy również od małego odwiedzają nasz obóz ze swoimi rodzicami), poznaje przyrodę - podgląda żuki, poznaje drzewa, słucha śpiewu ptaków. To tu po raz pierwszy widział dziki i sarenki, wcześniej znał je tylko z książeczek. Jeśli tylko pogoda pozwala idziemy na plażę i spędzamy kilka godzin skakając przez fale i bawiąc się w piasku. Nie omijamy też plaży kiedy brakuje słońca. Spacerujemy brzegiem morza, zbieramy muszle i bursztyny, zachwycamy się zachodem słońca. Kiedy pada deszcz, Julek zakłada kalosze, kurtkę i biega po obozie, powstrzymuje go jedynie ulewa i burza. Jeździmy na wycieczki, uczestniczymy w wieczornych ogniskach i bawimy się podczas zajęć obozowych. Cały dzień na świeżym powietrzu daje nam dużo wrażeń, dużo radości i ... ułatwia zasypianie ;)


To troszkę inny świat
Nie mamy restauracji ze szwedzkim stołem, ale mamy stabilną, chroniącą przed wiatrem i deszczem stołówkę :) Kucharka codziennie nam gotuje pyszne, domowe i zróżnicowane posiłki, dzięki czemu nawet Julek przekonał się do kilku nowych smaków.
Zamiast przepięknych łazienek z wanną z hydromasażem mamy umywalnię. Mamy wojskowe "korytka" z zimną bieżącą wodą, a gorąca woda cały czas grzeje się w parniku. Są też prysznice, może nie szklane, ale wygodne i nie zawsze zajęte :)
Nie mieszkamy w eleganckim apartamencie, a w niedużej przyczepie. Mamy dach nad głową, wygodne łóżko i szafkę na ubrania. Tu nie potrzebujemy wiele do szczęścia :)


Dziś wyjeżdżamy na kolejne wakacje w lesie. Prze pierwsze dni zanim się rozbijemy i "podłączymy" może nas zabraknąć na blogu i Facebooku. Postaram się pojawiać częściej na Instagramie - zajrzyjcie czasem do nas ;)  I trzymajcie kciuki za pogodę! Mały deszczyk raz na jakiś czas nie jest nam straszny, ale zdecydowanie bardziej lubimy słońce :)











4 komentarze:

  1. Ale Wam zazdroszczę!!!Sama jeździłam na obozy i mój syn tez będzie jeździł Ale tak jak u Was- od małego....tylko pozazdrościć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę masa radości dla całej rodziny :)

      Usuń
  2. Co roku jeździłam z dziadkami na taki kemping, to moje najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa! Uwielbiałam te naszą przyczepkę i jezioro na wyciągnięcie ręki! Jedyne czego mi brakowało to....lazienka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, a po powrocie do domu to właśnie z łazienki cieszymy się najbardziej ;)

      Usuń

Copyright © 2016 Dziecięce Inspiracje , Blogger